środa, 5 października 2011

WIEDEŃ - WIEN - VIENNA

Aby nie przedrażać całej eskapady, z Poznania do Wiednia jechałam autokarem, jest to około połowa ceny biletu PKP. Jest chyba też trochę wygodniej, gdyż przy przesiadaniu się nie trzeba biegać z peronu na peron, a przesiadki odbywają się z autokaru do autokaru.

Parę minut po piętnastej, jakiś znajomy most, most na Widawie. A za jakąś chwilę, z podróżnego letargu obudził mnie wjazd do miasta, na miarę XXI wieku. Nie da się tego porównać z tym, jak wyglądał jeszcze jakiś czas temu, dworzec PKP we Wrocławiu, mam nawet taką fotkę: „Zakaz karmienia gołębi i kotów”, a niżej ktoś dopisał „A PSÓW ?” Wracając do dzisiejszego wjazdu do Wrocławia, to najpierw widać wspaniały most, kolejny imponujący, zresztą w mieście, a następnie kilkaset metrów dalej, ukazuje się niesamowicie kontrastujący z plątaniną tras szybkiego ruchu, stadion. I oczywiście, aparat spakowałam do plecaka, zamiast do podręcznych drobiazgów.

Za Wrocławiem, to co już „przerabiałam” na piechotę i jest na stronie, czyli Równina Wrocławska i Masyw Ślęża w całej okazałości. I zawsze kiedy przejeżdżam przez tereny, które maszerowałam, jestem zdziwiona, że tyle przemierzyłam.

A już Wiedeń i może mi ktoś wytłumaczy, bo tego „nie kumam”, dlaczego wszelkie autokarowe przyjazdy do Wiednia, odbywają się w nocy. I ktoś taki jak ja, „buja” się potem, najpierw z dotarciem do hotelu, a potem z tymi kodami i telefonami, by mógł wejść do hotelu. Bo w tych na moją kieszeń, nie ma obsługi całodobowej, a w hotelu zostają tylko goście.
Prawie pustymi ulicami, jakoś dotarłam pod hotelowy adres. I oczywiście zlana potem kilkakrotnie, różnymi kombinacjami, wklepuję kod, ale nic z tego. Nie chcę, ale muszę dzwonić, pod numer przy drzwiach. Więc „zaczepiam” przechodzącą dziewczynę, by pomogła mi z telefonem. I okazało się, że kod jest inny, niż ten podany na e – mailu potwierdzającym rezerwację pokoju. Miał też być internet bezprzewodowy, może i był ale już nie chciałam drugi raz po nocy wydzwaniać do właściciela po kody i piny.
Rano przy płaceniu okazało się też, że za sprzątanie dodatkowo, gotówką trzeba zapłacić 10 euro.
Dobrze, ale koniec przynudzania – dzisiejsze fotki z Wiednia.
Schwarzenbergplatz, jest niejako przedłużeniem ulicy Rennweg, terenów gdzie znajdowało się miasto Vindobona, prowincji Pannonia.

Ta sama fontanna w całej okazałości.

Budynek Ambasady Francuskiej.

Policyjny konik.

Fontanna przy Michaelerplatz.

Na środku Michaelerplatz, odkryto pozostałości miasta szlaku bursztynowego.

Spanische Hofreitschule Wien, Michaelerplatz.

Budynek Naturhistorisches Museum Wien.

Tak ogólnie, na temat trasy: pozmieniałam zaplanowane miejscowości, z uwagi na ograniczenie urlopem ale też komunikację zarówno kolejową jak i autobusową. Więc zamiast z miejsca gdzie znajdowało się miasto i koszary Lauriacum, czyli dzisiejsze Enns, przespacerować się do Linz, pojechałam pociągiem do Sankt Veit an der Glan, w pobliże Klagenfurtu, gdzie znajdowała się stolica prowincji Noricum – Virunum.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz